przez blogerów dla blogerów
Blog > Komentarze do wpisu

Być albo mieć

Witam! Jestem blogerką modową i mogę zareklamować Wasze ciuszki. Wystarczy, że wyślecie mi kilka rzeczy, które sobie wybiorę, a ja napiszę o Was na moim blogu. Drugie tyle przeznaczę na konkurs. Dopiero zaczynam i nie mam dużo obserwatorów, ale liczę na udaną współpracę.

Kuriozum? Niestety ani trochę. Czy na tym maja polegać blogi o modzie? Czy zakłada się je obecnie tylko po to, by brać, brać i jeszcze raz brać? Bo na blogu można zarobić? Bo blog może nas ubrać od stóp do głów?

Witamy! Jesteśmy młodą marką odzieżową. Chcielibyśmy zaproponować Ci współpracę. Wyślemy Ci dwa pierścionki o wartości 10 zł. Jeden dla Ciebie, drugi na konkurs dla Czytelników. Liczymy na pięć postów na blogu z pierścionkiem i linkiem zwrotnym oraz polecanie nas przez miesiąc na Facebooku. Liczymy, że będzie to satysfakcjonujące dla obydwu stron.

A tu druga strona medalu. Blogerki (i blogerzy) to według wielu firm tanie i skuteczne narzędzie marketingowe. Za dowolny przedmiot, czy to będzie mydło, czy komórka, będą wychwalać markę pod niebiosa. Zorganizują konkurs, nagonią tysiąc fanów na Facebooku, zrobią piękne zdjęcia...

Pisałam u siebie i o Chłopcach PR-owcach (i wierzcie mi, drodzy Chłopcy, nawet jeśli byłam złośliwa, robiłam to w dobrej wierze i będę robić nadal) i o młodych wilkach, którzy niewiele jeszcze umią (błąd celowy, gdyby ktoś znów chciał się przyczepić). Znam sprawę dość dobrze z dwóch różnych punktów widzenia. I dziś nie chciałam krytykować ani jednych, ani drugich. Dziś chciałabym się zająć równowagą między blogerskim "być" a "mieć".

Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy dostałam coś w związku z blogiem. Może byly to spodnie, które pokazałam na Lookbooku? Zobowiązań nie było żadnych, spodobały mi się, więc poczułam, że fajnie będzie je pokazać. Oczywiście przypuszczałam, że to taki trik, ale dopóki coś mi się podoba, niech sobie triki działają.

Jedna sprawa jest dla mnie najważniejsza. Nie zatracić w tym wszystkim siebie, swoich upodobań, gustów, przekonań. Nie naginać się nigdy, innymi słowy nie kłamać. Mam taką zasadę, której trzymam się niezmiennie. Piszę tylko o rzeczach, które mnie przekonują, które mi się podobają, o których moim zdaniem (subiektywnym) warto wspomnieć. Jeśli coś za to dostaję, super. Jeśli nie (a zdarza się to w większości przypadków, wierzcie lub nie - i wcale nie uważam się za frajerkę), tragedii nie ma. Według mnie chodzi o to, żeby w pewnym momencie nie okazało się, że mamy totalnie zamydlone oczy. I już sami nie wiemy, co nam się podoba, a co nie. A gdy widzę, jak powstaje blog zamydlony na starcie, troszkę się boję, co to będzie...

Co i rusz w sieci pojawia się dyskusja, czy bloger, który bierze za wpisy pieniądze czy nawet współpracuje na zasadzie barteru, jest autentyczny. Myślę, że nie ma jednej odpowiedzi. Że każdy sobie musi odpowiedzieć na to indywidualnie. Ja siebie uważam za autentyczną, ale zdaję sobie sprawę, że nie mnie to oceniać. 

A Wy macie zdanie na ten temat? Gdzie leży Wasza granica między "być" a mieć"?

Rys. Boska Marta Tomczyk

sobota, 07 lipca 2012, harel

Polecane wpisy

  • Koniec balu, panno lalu

    K orzystając z gościnnych łamów Blogofilii, chciałabym opowiedzieć o swoim blogu i blogowaniu. O tym, jak było, dlaczego zakończyłam przygodę z blogiem i dlacze

  • Linki, sznurki cz. 5

    Jest ciężko. Dwa blogi to dla mnie za dużo na razie. Na szczęście jest co czytać u innych! Dziś kompiluję i polecam! Już jakiś czas temu Tattwa napisała o najwi

  • Problogerki vs Lanserki

    Czyli kolejna porcja przemyśleń Moniki Davidovicz . Zgadzacie się z jej teorią? Klasyfikowanie blogów o modzie jest ostatnio w modzie. Gefanka stworzyła sektory

Komentarze
jagnesjag
2012/07/07 19:42:34
Bycie wiarygodnym to w dzisiejszych czasach nie lada sztuka. Tak, sztuka właśnie, bo czytelnik i tak wyłuska z najbardziej szczerej recenzji/wypowiedzi ziarno nieprawdy i "sprzedania się". Takie życie. Wydaje mi się, że nie ma nic złego w zarabianiu na blogu, bo przecież spędza się nad nim sporo czasu, fajnie jeśli jest to doceniane również pod względem finansowym. I myślę, że stoi za tym jeszcze jeden, głębszy problem: zazdrość ludzka. Od razu zaznaczę, nie jest to tylko polski problem. Dla przykładu: Chiara Ferragni jest regularnie obśmiewana, wyszydzana i hejtowana przez antyfanów, którzy uaktywniają się głównie pod postami, gdzie dziewczyna pokazuje jak świetnie bawi się w Grecji dzięki zaproszeniu od Louis Vuitton, jak pozuje w ubraniach największych projektantów, zaprasza na swoje urodziny Annę dello Russo, itd, itd. Jak zostać "szarą myszą", kiedy staje się u bram sukcesu?:)))
Wracając do tematu: blogi, które głównie zapraszają do konkursów, rozdają giwełeje, a interesujących treści mają tyle co kot napłakał, nigdy nie zaskarbią sobie mojej przychylności. Nie przeszkadzają mi bannery, przeszkadza mi sztuczność na blogach. Jeśli już na początku naszej blogowej kariery liczymy na profity i gratisy, znalezienie równowagi między "być" a "mieć" raczej nie będzie proste.
-
Gość: Adelina, *.bb.sky.com
2012/07/07 20:54:45
Niestety, dla niektorych blogerek bardziej niz klasa liczy sie kasa :/ Ja nie przyjmuje zadnych propozycji wspolpracy glownie dlatego, ze nie trafila sie zadna warta uwagi ale gdybym miala to robic wzorowalabym sie na Asi (Styledigger), ktorej kazda wspolpraca prowadzona jest z klasa i dobrym smakiem. Mysle, ze gdyby kazda blogerka trzymala sie zasady - 'reklamuje tylko to, co mi sie naprawde podoba' sytuacja na blogach wygladalaby inaczej ale chciwosc i pazernosc czesto niestety wygrywaja z autentycznoscia i szacunkiem do siebie...
-
Gość: Justyna, *.krosoft.pl
2012/07/08 11:24:50
że tak powiem... trafia swój na swego: bezmyślne firmy na chciwych bloggerów. Pamiętam wpis dziewczyny, która zachwalała aparat ze wszystkimi jego nazwami zastrzeżonymi a "przymierzała się do zakupu" (czyt. nie miała go w rękach) i nie znała nawet jego ceny (sic!), do czego przyznała się, zapytana w komentarzach. Potem jeszcze podobny wpis widziałam na innym blogu.
I jak tu potem wierzyć blogerce jak i firmie, która nie daje poznać swojego produktu (testy), a wymaga ultrapochlebnych opinii? Przecież dobry sprzęt pozwoliliby przetestować (choćby pod warunkiem zwrotu sprzętu do firmy).

Poza tym uważam, że nieprawdziwi nigdy nie odniosą prawdziwego sukcesu. Będzie to jedynie sztucznie nadmuchana bańka - pusta i niedająca - poza kasą - realnej satysfakcji
-
pani_la_mome
2012/07/08 12:01:58
Ostatnio koleżanka, która dowiedziała się, iż prowadzę bloga, stwierdziła, że ona to chciałaby mieć z tego kasę, skoro poświęca swój czas...
Zaczęłam się zastanawiać, czy jestem za mało pragmatyczna.
Ale za bardzo się boję utraty radości jaka płynie z wolnego blogowania.

Co do innych blogów, reklamowania ciuchów itd. - wydaje mi się, że odbiór tychże blogów zależy od niuansów. U jednych drażni, u innych nie. Może to zależy od poziomu hipokryzji i w ogóle od jakiegokolwiek poziomu...
-
Gość: kelly, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/07/09 10:50:49
Dziwne, że tak mało komentarzy zebrał ten wpis... bo to w końcu drażliwy temat z którym każdy ma doświadczenie :) Kiedy reklama rzeczywiście zawiera opinię autorki i jest zgodna z jej blogiem (czyli np. blogerka X o bardzo kobiecym stylu reklamuje sukienki z baskinką i koronką) - ok, nie przeszkadza mi to. Kiedy ta sama blogerka wbija się w trampki i zachwala ćwieki..zaczyna mnie to zastanawiać. Zwykle blogi, które składają się w zbyt dużej części z reklam po prostu kasuję - męczą mnie. Ostatnio na IFB był na ten temat tekst - określono proporcje jako 20% reklam do 80% wpisów własnych. Niestety, mam wrażenie, że wśród wielu blogów dominuje inny podział...10%, ale dla twórczości własnej.
Wina leży po obu stronach - chłopcy PRowcy wysuwają wyjątkowo...dziwne (będę dyplomatyczna!) propozycje, blogerki i blogerzy - te propozycje przyjmują...
-
Gość: lena, *.dynamic.chello.pl
2012/08/23 13:59:01
Według mnie trzeba sobie określić jasne zasady - przyjmuję współpracę u firm, które a) znam, b) cenię, etc.
Przecież podpisuję się po produktem swoją twarzą/nazwiskiem. Wbrew pozorom myślący bloger, który odmawia i wybiera rzetelnie, "robi sobie dobrze" na przyszłość.