przez blogerów dla blogerów
RSS
czwartek, 30 sierpnia 2012

Kasia z Efektów Ubocznych wyznaje "montypythonowską" zasadę: "Always look on the bright side of life". Spoglądamy wraz z nią.

Prowadząc bloga można mieć w głowię parę reguł. Oczywiście nikt nas do tego nie zmusi, ale posiadanie pewnego schematu pomaga w organizacji pracy i w trzymaniu się postawionych sobie założeń. Poniżej moja „złota siódemka”, czyli przemyślenia, które stosuję wobec własnego „dziecka”. Może kogoś zainspirują do blogowania... albo podzielenia się swoimi radami.

 

  1. Skupiaj się na pozytywach, nie negatywach.
    Zamiast jednego wpisu o tym, jak tragicznie wykonana jest bluzka z pewnej sieciówki na Z i jaka jestem zła że znów wydałam pieniądze na taką szmatę... pięć postów o ubraniach od polskich twórców, które wynagrodzą stratę i pomogą innym nie popełnić mojego błędu. Bo zamiast bezsensownego narzekania można przejść do działania (i niekoniecznie przy tym rymować).

  2. Niefajnych omijaj szerokim łukiem.
    JagaDesign napisała ostatnio piękne zdanie - „Bloguję, bo blogują fajni ludzie. Niefajni też blogują, ale ich nie czytam.” Wyznaję prostą zasadę – jeśli coś mi się nie podoba, nudzi mnie, irytuje – omijam to. Zamiast tego przeglądam ukochane, inspirujące strony od deski do deski i mam poczucie, że nie marnuję przy tym czasu!

  3. Pamiętaj o jakości.
    Nie jest tajemnicą, że regularnie blogowanie ma swoje korzyści, ale niestety – nie zawsze można sobie na nie pozwolić, bo wbrew pozorom, zajmuje sporo czasu. Lepiej opublikować jeden wpis na dwa tygodnie, w którym każdy szczegół zostanie dopracowany (zarówno językowo, jak i wizualnie), zamiast wrzucać przypadkowe treści codziennie. Zauważyłam, że męczą mnie liczne błędy i powtórzenia u innych, dlatego sama staram się kilkukrotnie sprawdzać dodawane treści.

  4. Pisz o tym, w co wierzysz.
    Fałsz zostanie szybko odkryty przez czytelników, ale pomyśl o samej/samym sobie – czy na pewno chcesz się oszukiwać, że wełniane spodnie w kolorze musztardowo-oliwkowym to spełnienie Twoich blogowych i modowych marzeń? Piszę o tym, co naprawdę mi się podoba, inspiruje, ciekawi czy fascynuje. Przy okazji sprawia mi to radość. A kiedy trafiam na prawdziwe słowa u innych, mam wrażenie, że bije pasja.

  5. Nie bój się być sobą.
    Po pierwsze, nikt nie lubi oglądać kopii kopii kopii... innej kopii. Wszyscy noszą pastelowe kwiaty a w Twojej głowie są czarne swetry? Nie szkodzi – nie bój się być sobą i nie próbuj kopiować innych. Własny styl ogląda się najlepiej. A z kreatywnych wyborów już tylko krótka droga do bycia trendsetterem! Właśnie dlatego zaczęłam pisać o polskich projektach – bo mnie interesowały. I nie przejmowałam się tym, że wtedy nie były jeszcze tak popularne, jak teraz.

  6. Myśl o sobie.
    Zdarzało mi się, że zamiast pamiętać o punkcie czwartym, trochę naginałam prawdę – bo tak lepiej wygląda, bo bardziej się spodoba... nic w blogowym świecie nie przyniosło mi większego „kaca”. Dlatego stosuję taką zasadę. Myśl o sobie – jeśli pisanie tekstu nie sprawia ci radości, czytelnicy to poczują. I wtedy nikt nie jest zadowolony. Ty – bo czujesz, że tekst mógłby być lepszy/dłuższy/ciekawszy/dokładniejszy i czytelnik, bo coś się nie zgadza. Prowadzisz bloga wyłącznie o zagranicznych trendach, ale spodobała ci się polska kolekcja? Wrzuć do niej link na Facebooku. Rób to, co czujesz i na co masz ochotę – czy tak nie jest przyjemniej?

  7. Polub to.
    Jeśli cały czas narzekasz, że blogerów przedstawia się w złym świetle a ich strony są po prostu nudne, może... blogowanie nie jest dla Ciebie. Nie musisz niczego udowadniać – ani sobie, ani innym. Też męczy mnie ciągła nagonka, ale tak, jak napisała ostatnio Harel, uważam, że jest tylko jedno wyjście z takiej sytuacji. Być ponad to. A jeśli blogowanie ma wzbudzać frustrację w samym piszącym, chyba warto poszukać innych rozrywek. Dla własnego dobra!



środa, 29 sierpnia 2012

Masz dosyć pozytywnych komentarzy, wiernych przyjaciół bloga i lajków na Fejsbuku? Wkurza Cię zaufanie, jakim obdarzają Cię czytelnicy i marki odzieżowe? Koniec Twojej męki jest blisko. Harel nadciąga z odsieczą. Oto poradnik dla blogerów, którzy nie chcą być lubiani (kłaniając się równouprawnieniu będę raz używać formy żeńskiej, raz męskiej - by nikt nie poczuł się dotknięty).

  • Bądź wszędzie. Jest impreza, jest blogerka. Być musi, nie ma innej możliwości. Jeśli są dwie imprezy, bądź na dwóch, jeśli ponad pięć - zatrudnij sobowtóra. Pamiętaj, wystarczy, że pojawisz się na chwilę. Ważne, by Cię sfotografowali. Jeśli trzeba, taranuj ludzi w drodze do ścianki sponsorskiej.

  • Rozpoznawaj tylko ważne osoby. Ktoś Ci się kiedyś przedstawił? A czy on cokolwiek znaczy w wielkim świecie mody? Jeśli nie, nie ma sensu o nim pamiętać. A nawet jeśli pamięć Ci nie szwankuje, udawaj, że nie pamiętasz i przedstawiaj się za każdym razem. Innych blogerów nie dostrzegaj. W końcu są Twoją przeszkodą w drodze do sławy.

  • Jeśli relacjonujesz pokaz, nie zapominaj, kto jest najważniejszy. Nie projektant. Nie organizator. Nawet nie sponsor. Najważniejsza jesteś TY. Wrzucaj zdjęcia, najlepiej natychmiast: na Facebooka, Instagram, Tweetera, gdzie się da. JA w pierwszym rzędzie. JA z pokazem w tle. Ewentualnie możesz pozwolić jakimś marnym gwiazdom sfotografować się u Twego boku i pokazać ludowi, który śledzi Cię na Fejsie.

  • Nie odpisuj na maile. Ktoś czegoś od Ciebie chce? Olej to. Zwłaszcza głupie pytania czytelników. Niech sami dojdą do tego, co Ty osiągnęłaś latami ciężkiej pracy. Chyba że jest to mail z propozycją wyjazdu do Paryża. Krajowych wyjazdów prawdziwy bloger się nie tyka, nawet jeśli fundują mu bilet lotniczy.

  • Obierz strategię roszczeniową. Pisz po kilka maili dziennie do wszelkich możliwych firm, składaj propozycje nie do odrzucenia. Im więcej oni Ci dadzą, tym mniej dawaj w zamian. Żądaj bajońskich sum za pojedyncze zdanie. Nie dotrzymuj terminów, nie wywiązuj się z obietnic. Wystarczy, że podejmujesz trud i do nich piszesz. Przecież to oni powinni pisać do Ciebie.

  • Wywyższaj się. W końcu kto jak nie Ty ma mieć rację? Ludzie są idiotami, a w branży znaleźli się albo przez przypadek, albo przez łóżko. Musisz bezustannie pokazywać im, gdzie ich miejsce. To Twój obywatelski obowiązek.

  • Oczerniaj. Nie ma lepszej drogi do stania się najbardziej nielubianym blogerem niż oczernianie innych - zwłaszcza blogerek. Oczywiście niebezpośrednio. Oczerniaj za plecami. Pisz maile do agencji PR, które z Wami współpracują. Wymyślaj niestworzone historie. Narzekaj na innych. Nie baw się w udawanie, zero przykrywek. Przecież i tak nikt nie uwierzy, że chodzi Ci o dobro firmy.

  • Krytykuj ludzi mody. Droga krytyki dowolna, choć Facebook wciąż pozostaje na prowadzeniu. Co oni mogą wiedzieć o świecie, skoro nie mają blogów? A jeśli nawet mają, prowadzą je tak marnie, że mogliby Ci sznurowadła w najnowszych "dżefrejach kampbelach" wiązać. Co do ich projektów, wiadomo, są odtwórcze. Zawsze. I nudne. Chyba że dostaniesz je w prezencie. Wtedy ewentualnie możesz stwierdzić, że są w tym sezonie najmodniejsze.

Na razie to wszystko. Kolejne części niewykluczone. Ja już korzystam - mam nadzieję, że efekty pojawią się wkrótce!

Nie pozdrawiam. Nie warto Was pozdrawiać!

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Na wczorajszy tekst zareagowała Justyna, autorka strony Wizerunkownia, do niedawna także szafiarka, wciąż aktywnie pisząca dla Blogofilii.

Uśmiechnęłam się przy ostatnim wpisie Moniki Davidovicz. Bo mam podobne problemy. Bo obie zrezygnowałyśmy z szafiarstwa uzasadniając tę decyzję argumentami, a nie samym fochem na niedoceniający nas świat. Do argumentów dorzuciłabym wyrzuty sumienia związane z ciągłym nękaniem mojego brata o pół godziny na zdjęcia, mało rozwijający charakter zajęcia i potężne "straty czasowe", dodatkowo i tak jednak pokazywałam zestawy, co do których miałam przekonanie, a próżnego poklasku mi nie trzeba.

Jednak byłabym niesprawiedliwa twierdząc, że blog nic mi nie dał. Bo dał - i są to realne (choć niematerialne) korzyści, za które jestem wdzięczna

  • pomógł odkryć prawdziwie inspirujące osoby - w tym te, z którymi nawiązałam bliższy kontakt (ale o tym już pisała tu Kelly z Efektów Ubocznych)
  • "zmusił" mnie do bycia z nowościami w modzie na bieżąco, do obserwowania ulicy
  • nauczył mnie blogowania – systematyczności, odwagi w dzieleniu się myślami i przyjmowania krytyki (zwłaszcza tej "hejtującej"), do wchodzenia w dyskusję z nastawieniem na słuchanie
  • nauczyłam się patrzeć na siebie na taką, jak wyglądam akurat, nie - jak mi się to wydaje po odbiciu w lustrze
  • nauczyłam się eksperymentować, a przede wszystkim nauczyłam się swojego stylu (osóbki śledzące mnie przez ostatni rok wiedzą, że ten się jednak nieco zmienił, a raczej – wykrystalizował), przez co lepiej też zrozumiałam siebie.

Jeśli zakładasz szafę nie po to, by dostawać prezenty czy wejściówki i napawać się sobą, możesz – wbrew pozorom – dużo z niej wynieść. Chociaż jeśli się w porę nie "wybijesz", za pewien czas przyjdzie moment, gdy przestaniesz tej szafy potrzebować, gdy koszty przerosną zyski. Bo do utrzymywania znajomości, śledzenia blogosfery nie musisz sam(a) blogować (ba! Jeszcze będziesz mieć więcej czasu dla nich); w swoim odczuciu – ubierasz się już wystarczająco dobrze, a cała ta konsumpcyjno-zawistna otoczka wokół zaczyna Cię męczyć. Dla mnie ten czas nadszedł teraz.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Dziś niezwykle interesujący wpis gościnny autorstwa Moniki Davidovicz. Od razu zaznaczam, że wcale nie jest anty szafiarski, gdyby ktoś miał ochotę się przyczepić.

Lubię blogi o modzie. Lubie oglądać te pięknie poprzebierane dziewczynki, lubię dowiadywać się, gdzie kupiły te świetnie wyglądające rzeczy (choć niestety zazwyczaj to mało odkrywcze – H&M i Zara). Próbowałam prowadzić bloga szafiarskiego kilkakrotnie, ale zazwyczaj szybko traciłam do tego zapał (wyjątkiem była Szafa Mo, ale ostatecznie tego bloga też zamknęłam).  

Nie nadaję się do prowadzenia bloga szafiarskiego, bo:

  • kiepsko wychodzę na zdjęciach
  • mam za dużą nadwagę żeby wyglądać korzystnie w większości ubrań, które mi się podobają
  • nie mam swojego stylu
  • nie znoszę komentarzy typu „ładne spodnie, wpadnij do mnie”, które są najczęstsze na tego typu blogach
  • wkurzają mnie firmy, które piszą: „Wyślemy Ci zeszyt w kratkę, a Ty napiszesz o tym na FB i dodasz z nim stylizację na blogu” (WTF, stylizacja z zeszytem? to gorsze niż stylizacja z filterm do wody, a i takie widywałam na blogach)
  • nie chce mi się wrzucać zdjęć wszędzie – na modną polkę, lookbooka, pinterest, stylio, etc. tylko po to, żeby mieć po 100 wejść więcej w ciągu dnia
  • szybko wpadam w depresję, gdy spadają mi statystyki
  • chodzę w kółko w tych samych ubraniach więc nie mam czym zaskoczyć czytelników
  • nikt nie traktuje blogów o modzie poważnie („To są próżne dziewczynki, które nie znają się na branży.” – często to słyszę od ludzi… z branży)
  • irytuje mnie etykietka przyczepiona szafiarkom i fakt, iż zostały wrzucone wszystkie do jednego worka
  • mimo, że ładnie piszesz i masz dobrej jakości zdjęcia w zaskakujących ubraniach – i tak ludzie wolą wtórne blogi bez charakteru, które są w sieci od lat, dlatego szansa na „wybicie się” i zdobycie czytelników są nikłe
  • blogi szafiarskie powstają masowo, a coś, co jest dla mas, nie jest dla mnie!!!

Oczywiście, że zazdroszczę znanym szafiarkom darmowych wakacji, giftów od firm i zaproszeń na najlepsze pokazy mody, ale z drugiej strony… Zupełnie przestałam czuć to całe „szafiarstwo”, a dziesiątki prze-milusich komentarzy pod każdym postem wcale nie sprawiało, że czułam się lepsza, fajniejsza lub lepiej ubrana. Lubię modę, kocham zakupy, uwielbiam chodzić na pokazy i mimo, że przestałam stroić się do zdjęć – nadal angażuję się w fajne projekty mniej lub bardziej związane z modą. O tym chcę blogować, bo moda to nie tylko to, co mamy w szafie.

czwartek, 09 sierpnia 2012

Dziś pisze Iangrapher.

Ten tekst jest chyba właściwie przedłużeniem mojego poprzedniego tekstu, który ukazał się na Blogofilii, który mówił o pokorze. Teraz chciałbym się zająć szacunkiem dla czytelnika.

Zacznijmy może od sklasyfikowania komentarzy:

a) spam – zdarzają się dość często (jeśli nie najczęściej) i chyba mają na celu budowę renomy i popularności bloga autora, zazwyczaj mają jednak zupełnie odwrotny skutek. Jeśli ktoś nadal nie wie o czym mówię, przytoczę komentarz, który można znaleźć praktycznie na każdym popularnym blogu (nie jest to trudne, sekcja komentarzy tych popularniejszych jest oblepiona reklamami równie szczelnie co Picadilly Circus) : Świetna bluzka! Zapraszam do mnie na giwełej! xxxxx.blogspot.com

b) komentarze o niskiej zawartości – pełno tego wszędzie. Jestem zwolennikiem stwierdzenia, że jeśli nie masz nic do powiedzenia to się nie odzywaj. Komentarze typu „super wyglądasz!” darzę dość dużą niechęcią. A to, że zazwyczaj ich treść nie przewyższa pod względem merytorycznym, żadnej wypowiedzi mojej trzyletniej siostrzenicy, to już zupełnie inna sprawa...

c) hejterzy – o hejterach co jakiś czas jest głośno, ze względu na niektóre blogerki, które rozgłaszają i cytują ich komentarze gdzie popadnie, co tylko sprawia im (hejterom) satysfakcję, więc uznaję, że nikomu nic więcej o nich mówić nie trzeba.

d) komentarze z treścią- czyli najbardziej wartościowy i najbardziej pożądany przez blogerów typ, bo w końcu nie ma nic lepszego niż komentarz z przekazem, z czymś więcej niż tylko pusty epitetem "super look", albo znanym wszystkim i przytoczonym wcześniej "ślicznie wyglądasz". Dla mnie, głównie jako obserwatora blogosfery, a od niedawna również i blogera, nie ma nic lepszego niż zażarta, ale kulturalna dyskusja na jakiś temat, pod daną notką.

I wreszcie docieramy do tego co chciałem przekazać pisząc ten tekst: odpowiadając na pytania/polemizując z czytelnikiem wyrażamy coś na znak szacunku dla niego, pokazujemy mu, że mimo jest tylko jednym z dziesiątków/setek/tysięcy czytelników bloga, to traktujemy go indywidualnie. W końcu nie ma nic gorszego niż generalizacja jednostki.

Rozumiem, że odpowiadanie na komentarze, których jest około 100 może być problematyczne, ale bierzmy przykład z Weroniki (Raspberry And Red). Pod niektórymi z jej notek pojawia się ponad 200 komentarzy, a ona wciąż odpowiada na te, które o coś pytają, lub po prostu należą do wcześniej wspomnianej grupy D. I to nie tylko po polsku, ale również po angielsku. Warto wspomnieć, że na jej blogu włączona jest opcja moderacji komentarzy, więc nie jest to spam.

Z blogów, których autorzy odpowiadają na komentarze z czystym sercem polecam:

Weronika - Raspberry and Red

Asia - Styledigger

Ryfka (też Asia)- Szafa Sztywniary

P.S.: Harel polecać nie będę, z racji, że wszyscy wiedzą o tym, że jej blog, wygląda i jest prowadzony dokładnie tak jak powinien być!

P.S.2: Ani Harel, ani żadna inna wymieniona blogerka, ani w ogóle nikt nie sponsoruje tego tekstu. :D

czwartek, 02 sierpnia 2012

Czas na nową porcję linków!

O akceptacji i ocenianiu w modzie pisze Tobiasz Kujawa na blogu Fashion Magazine. Ogromnie to ciekawe i aktualne. Odnosi się do blogów jak najbardziej. Nie wiem czy stety, czy niestety...

Przewodnik zakupowy autorstwa Styledigger - żadne tam "pięć rzeczy, które stworzą każdą szafę" albo "dziesięć par butów, bez których nie wyjdziesz z domu". I niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że zakupy to rzecz, nad którą nie wypada się zbyt mocno zastanawiać!

Impossible is nothing - pod dającym się zinterpretować na różne sposoby tytułem Weronika z Raspberry and Red zawiera przemyślenia na temat pakowania oraz tak piękne zdjęcia, że mogę na nie patrzeć godzinami.

Refleksje na temat blogowania znajdziemy u Judyty z Judy Adores Fashion. Ile może trwać nagonka na blogerki? Sama jestem ciekawa.

Zazdrość zabija blogerki - Modowianka pisała już tu o zazdrości, a zasugerowałam jej to, przeczytawszy wpis na jej autorskim blogu. Nieco bardziej dosadny i równie prawdziwy co ten gościnny. Nie ma co się obrażać, trzeba się po prostu zastanowić, co warto robić, a czemu nie warto poświęcać nawet sekundy.

P.S. To przypadek, że w niektórych wpisach zostałam podlinkowana. Nie jest to absolutnie żadne kryterium mojego wyboru!!! A przy okazji mam do Was prośbę. Jeśli traficie na teksty warte wspomnienia w tym dziale (możecie być ich autorami), podeślijcie koniecznie!

P.S.2. Dodaje jeszcze jeden link!

Why do you blog? - Jaga pyta, dlaczego blogujemy. Co jej odpowiemy? (link tutaj: http://www.jagadesign.com/2012/08/why-do-you-blog.html - nie wiem dlaczego, ale każde inne rozwiązanie Blox uznaje za spam).